Start Ciekawe artykuły Psychologia Psychologia psa cz. II
Psychologia psa cz. II

Nie wszystko tkwi w genach.

Hodowla psów, wbrew temu co się powszechnie uważa, znacznie bliższa jest ulotnej sztuce niż naukom ścisłym. Gdyby było inaczej, po ringach wystawowych chodziłyby same cuda o anielskich charakterach, a cała zabawa wiele by straciła na uroku. No bo skoro każdy może hodować championy…

Na szczęście prawa genetyki, które doskonale sprawdzają się na wielkich liczbach, a więc w gigantycznych hodowlach krów, świń czy kur nie koniecznie muszą się sprawdzić w miocie sześciu czy nawet dziesięciu szczeniąt. Pozostaje nam ten cudowny dreszczyk emocji, uda się czy nie? Czy precyzyjnie wymyślone krycie z ciekawym inbredem da oczekiwane, znakomite rezultaty czy przeciwnie, urodzą się same kaszaloty, które należy umieścić na kanapach i modlić się by właściciele nie wpadli na pomysł pokazywania się na wystawach.

Żeby hodować naprawdę dobre psy nie wystarczy, dogłębna nawet, wiedza książkowa, potrzebne jest jeszcze doświadczenie, intuicja i przysłowiowy łut szczęścia - jeśli jego zabraknie, nawet najprecyzyjniej zaplanowane krycia dają mierne rezultaty. Planując miot pamiętajmy o jednym - TE SZCZENIAKI NIE SĄ DLA NAS. Choćby hodowca nie wiem jak chciał, nie wystarczy mu miejsca i funduszy by zostawić sobie wszystkie dobre szczenięta. ONE SĄ DLA LUDZI. A ludzie, jak to ludzie, bywa, że dadzą się namówić na wystawy, niektórzy nawet złapią wystawowego bakcyla, ale przede wszystkim chcą psa dla siebie. My sami, żądni zwycięstw na wystawach też szybko przekonujemy się, że sukces wystawowy, choć niezwykle przyjemny to tylko pięć minut radości - a psa, czy w hodowli stado psów, mamy dwadzieścia cztery godziny na dobę jak rok długi, a wtedy znacznie ważniejszy niż uroda jest charakter.

Na charakter i hodowca i właściciel mają znacznie większy wpływ niż na urodę psa - tę można tylko do pewnego stopnia zepsuć lub poprawić - charakter można, za wyjątkiem osobników patologicznych, których jest nie więcej niż 1% populacji, kształtować wedle potrzeb i uznania.

CO SIEDZI W GENACH
W genach siedzi wiele cech charakteru. Zapisane są tam wzory zachowań właściwe wszystkim psowatym, te przypisane tylko psom i ich pobratymcom wilkom oraz wszystkie te cechy i instynkty, które człowiek przez tysiąclecia kształtował, powierzając psu coraz to nowe zadania, a na koniec i te cechy indywidualne, które szczeniak odziedziczył po rodzicach. Wszystkie warunkują przyszłe zachowania i charakter psa. Ale nie do końca. Na charakter i zachowanie psa mamy znacznie większy wpływ niż niejednokrotnie chcielibyśmy się do tego przyznać. Gorzej, geny i ich oddziaływanie stały się magicznym zaklęciem mającym z jednej strony usprawiedliwić wszelkie anomalie w zachowaniu psa, z drugiej zaś pozwalającym nabywcy całą odpowiedzialność za charakter psa przerzucić na hodowców, co jest wprawdzie wygodne, ale niekoniecznie prawdziwe.

CO MOŻE HODOWCA
Kształtowanie charakteru i wyglądu przyszłych szczeniąt zaczyna się znacznie wcześniej niż to się hodowcom śni, bo zaczyna się ono ni mniej ni więcej w momencie kupna suki hodowlanej. Pisząc o wyglądzie nie mam na myśli eksterieru, bo nie zamierzam się nim w tym artykule zajmować, ale raczej ogólną krzepkość i zdrowie szczeniąt. Dobrze odchowana, prawidłowo żywiona OD SZCZENIAKA suka ma znacznie większe szanse na urodzenie i odchowanie krzepkich, dorodnych szczeniąt niż byle jak żywione, zacharłaczone stworzenie, którego organizm każda ciąża tylko wyniszcza.

Bardzo ważny jest też charakter przyszłej matki, a ten kształtuje hodowca od samego początku. Wprawdzie nabyte fobie i patologiczne zachowania nie zapisują się automatycznie w genach, a zatem nie są dziedziczne, jednak pamiętać należy, że nadpobudliwa, histeryczna suka odchowa równie nienormalne szczenięta, wpajając im wszystkie swoje fobie i lęki. Rosnące szczeniaki naśladują matkę we wszystkich zachowaniach, przyswajając sobie jej reakcje na otaczający świat. Zachowania te dają się korygować, ale poradzi sobie z nimi tylko doświadczony właściciel, laik może mieć z tym kłopoty, zwłaszcza jeśli zaburzone są kolejne fazy socjalizacji.

Ślepe i głuche noworodki instynktownie poszukują sutka i ciepła matki i niewiele więcej potrzeba im do szczęścia. Jednak już w tym wieku powinny zetknąć się pieszczotą i dotykiem człowieka - każde wyjęcie z kojca to dla malca stres, od nas zależy czy będzie to stres pozytywny, stymulujący rozwój czy rzekoma pieszczota zamieni się w horror warunkujący późniejszą niechęć do człowieka.

Rosnące i rozwijające się szczeniaki w zabawach z matką i rodzeństwem uczą się bycia psem, czyli zachowań właściwych w kontaktach z przedstawicielami własnego gatunku.

Wczesnoszczenięce kontakty z hodowcą i z innymi ludźmi na całe życie kształtują stosunek psa do ludzi, a nabyte w tym wieku urazy rzutują na patologiczne zachowania, które wyjątkowo trudno zmienić. Wydawać by się mogło, że szczenięta z dużych keneli są narażone na znacznie większe zaniedbania psychiczne niż te odchowywane w mieszkaniu ale mnie zdarzało się już widywać zupełnie zdziczałe szczeniaki odchowane w kuchni, pod stołem, szczeniaki, które nie znały nawet dotyku ludzkiej ręki i zasadniczo nie były zainteresowane kontaktami z człowiekiem. Chociaż zdarza się, że nadmiar pieszczot i kontaktów bywa równie szkodliwy.

SZCZENIĘ NIEDOSOCJALIZOWANE
Są to zwykle nieszczęsne dzikusy, które przez cały okres pobytu u hodowcy nie opuściły ciasnego kojca, nie widywały ludzi, nie były pieszczone, ani nie zapoznano ich z otaczającym światem. Takie szczeniaki mają szansę na normalny rozwój tylko wtedy, gdy znajdą nabywców przed ukończeniem dwóch miesięcy, później każdy dzień pobytu u hodowcy tylko pogłębia ich wyobcowanie, szybko likwidując ich potrzebę kontaktu z człowiekiem, który może być akceptowany tylko jako dostarczyciel jadła, natomiast nigdy nie jest postrzegany jako przyjaciel, z którym kontakt jest niezbędny. Takie psy stanowią dla przyszłych nabywców, spragnionych czworonożnego przyjaciela, źródło nieustających frustracji, bo nigdy nie odpowiedzą pełną przyjaźnią i zaufaniem na okazywane im uczucia. W domu bywają niszczycielskie, skłonne do ucieczek i agresji.

SZCZENIĘTA PRZESOCJALIZOWANE
Te, dla odmiany nie znają kojca. Stale w centrum uwagi, stale na rękach, stale z człowiekiem. Owszem są bystre, często nad wiek rozwinięte, tyle że...nie potrafią obejść się bez obecności człowieka. To z takich szczeniąt najczęściej rekrutują się wyjące upiory, które całą siłą młodej piersi protestują gdy tylko państwo wyjdą do pracy, ba, często tylko do drugiego pokoju. Wycie bywa urozmaicane demolowaniem mieszkania, a nieszczęśni właściciele zupełnie nie wiedzą jak sobie poradzić z tym wrzeszczącym problemem, zwłaszcza, że początkowo sami pogłębiają skłonność do histerii natychmiast pocieszając i biorąc do łóżka malca, który tak żałośnie płacze. W odchowaniu szczeniąt niezbędny jest ten złoty środek, który tak trudno znaleźć - socjalizować je trzeba właściwie, ale tak by nie przedobrzyć.

KRYTYCZNE TYGODNIE
Między siódmym a dwunastym tygodniem życia szczenięta rozwijają się wyjątkowo intensywnie. Szybko rosną a ich wrażliwa psychika potrzebuje ogromnej ilości bodźców dla prawidłowego rozwoju. W tym czasie kształtują się zasadnicze zręby charakteru psa - jeśli nie będzie miał kontaktów z obcymi ludźmi, psami, innymi niż psy zwierzętami domowymi, nigdy potem nie nauczy się prawidłowo na nie reagować, będzie lękliwy lub nadmiernie agresywny. O tym jak wiele problemów może nastręczyć posiadanie takiego szczeniaka przekonali się wszyscy ci, którzy w najlepszej wierze kupują podrostka z nienajlepszych warunków w przekonaniu, że czas i cierpliwość pozwolą wyrównać wszystkie skrzywienia psychiczne, a to, niestety rzadko udaje się do końca. Nabywca siedmio- czy ośmiotygodniowego szczeniaka nie ma problemów z prawidłową jego socjalizacją bo zwyczajnie wciąga go w normalne domowe życie. Zdecydowanie gorzej jest u hodowcy. Szczenięta ostatnimi laty sprzedają się fatalnie, toteż siedzą w hodowli i po parę miesięcy, dziczejąc jeśli nie poświęcimy każdemu indywidualnie choć parunastu minut dziennie na osobne ćwiczenia i zabawy, jest to niesłychanie ważne dla prawidłowego rozwoju psychiki szczeniąt i nie można sobie tego odpuścić, tłumacząc się brakiem czasu.

KOMU SPRZEDAĆ SZCZENIAKA
Odpowiadamy nie tylko za odchowanie i charakter wyhodowanych przez nas szczeniąt, ale również za to, w jakie ręce one trafią i co z nimi będzie. Sprzedawanie byle prędzej, byle się pozbyć - na giełdach, wystawach czy bazarach to z jednej strony okrucieństwo wobec malców, z drugiej - kompletny bezsens z punktu widzenia hodowli, mamy więcej niż 90 % szans na to, że szczeniaki tak sprzedane nigdy nie pojawią się na wystawach i nie wejdą do hodowli, tylko po co było w takim razie kryć sukę? Nawet sprzedając z ogłoszenia, w domu starannie dobierając nabywców i przeprowadzając z nimi wywiad można źle trafić i potem trzeba odbierać szczeniaka albo żałować, że odebrać się nie udało. Po wyhodowaniu parunastu miotów wypracowałam sobie kryterium, które nieźle się sprawdza - jeśli poszłabym z potencjalnym nabywca na wódkę, to mogę mu szczeniaka sprzedać, jeśli nie, to z jakiej racji mam wychuchanego przez siebie malca skazywać na życie z kimś niemiłym przez kilkanaście lat.
 

Autor: Anna Redlicka

Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie całości lub  fragmentów zabronione.